wtorek, 6 listopada 2012

Rozdział 6

Pół dnia nie mogłem wytrzymać na zajęciach. Lekcje z panią Narrow były tak łatwe, że od razu po obiedzie poszedłem do siebie. Rzuciłem się na łóżko i zastanowiłem się nad sensem tej sytuacji. Przecież mogę polować sam! - pomyślałem. Chociaż może nie dam rady bez wsparcia, ale po co mi teorie! Wiem wystarczająco dużo jak spowolnić i jak zabić wampira. Ale w sumie co mi to szkodzi? Jeszcze kilka miesięcy i spadam. A co do Agnes.. Widziałem jak wpatrywała się we mnie na lekcji. Może uciekniemy razem? To w sumie byłoby możliwe, ale jeszcze nie teraz. Sprawdziłem plan zajęć. Jutro mam z Sandsem. Może Agnes też tam będzie? Byłoby ciekawie.
Z zamyślenia wyrwało mnie cichutkie pukanie do drzwi.
- Hej, mogę wejść? Tu Agnes. - Heh, o wilku mowa - szepnąłem do siebie.
- Jasne, wejdź - rzekłem.
Kiedy jej drobna postać przeszła przez drzwi po chwilowym zastanowieniu stwierdziłem, że ona nie jest piękna. Jest olśniewająca. Jej czarne loki spadały na smukłe ramiona, a zielone oczy wręcz błyszczały w ciemnościach. - Wow- szepnąłem.
- Ehm, mówiłeś coś? - spytała.
- Eee, nie, nic takiego - powiedziałem zawstydzony - Skąd w ogóle wiedziałaś, że mieszkam w tym pokoju?
- Widziałam jak do niego wchodzisz. - odparła.
- Usiądź- zaproponowałem wskazując krzesło. Sam szybko przemieściłem się na skraj łóżka.
- Dzięki. Wiesz no, chciałam cię spytać... Czy nie poszedłbyś ze mną po egzaminach za bramę?
- Eee, a ona nie jest przypadkiem chroniona? - wymigałem się. Nie byłem pewien czy jestem gotów być z nią sam na sam.
- W noc po egzaminach strażnicy mają wolne. Moglibyśmy się przejść na małą schadzkę.
- Jasne, czemu nie. - odparłem. Ale miałem jedną wątpliwość... Kiedy chciała już wyjść zapytałem się:
-A będzie jeszcze ktoś?
- Kilka osób chciało iść. Ale wątpię, żeby mieli czas.
- Hmm. A gdzie tak dokładnie pójdziemy?
- Pójdziemy do parku, może coś jeszcze wymyślimy.
- Ok. To do jutra. - W końcu i tak przystałbym na tę propozycję.
- No to jesteśmy umówieni. Jutro mamy razem lekcję - rzuciła i wyszła.
Jeszcze chwilę patrzyłem na drzwi, którymi wyszła. Zastanawiałem się, czy aby nie dokonałem czegoś, czego będę żałował. Jest w niej coś mrocznego. Jednak w moim przypadku nie wypadało odmówić.
                               *                           *                           *
   Następnego ranka postanowiłem przejść się po dziedzińcu. Było gorąco, choć to był dopiero ranek. Usiadłem na schodach i zacząłem rozmyślać o Agnes. Dziwne było, że to ona zaprosiła mnie, a nie ja ją. Może powinienem z nią porozmawiać? Z zatłoczonych myśli wyrwało mnie stanowcze chrząknięcie. Już miałem się odwrócić gdy jakaś twarda pięść przejechała mi po policzku. Natychmiast odparowałem cios i trafiłem tego kogoś w brzuch. Rozpoznałem, że to był chłopak. Kiedy chciałem mu się dokładnie przyjrzeć rozpoznałem go. To był Verucci.
- Hej stary, co ty kurde robisz?!- krzyknąłem z furią.
- Odwal się od Agnes!- warknął.
- To, że mnie lubi, nie znaczy, że masz mnie walić!
- Ona jest moja!!! I tylko moja! Zobaczysz, że jeszcze się z nią...- i jego tłuste cielsko runęło na podłogę. Podczas tej kłótni nie zauważyłem coraz większej grupki gapiów, która zebrała się wokół nas.
-...policzę- dodała Agnes. W ręku trzymała kij od bejsbola, z aluminium.
- Dzięki- odparłem a ona pomogła mi wstać.
- Spoko Viktor.Temu baranowi trzeba było pokazać, gdzie jest jego miejsce.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz