sobota, 23 czerwca 2012

Rozdział 5

Cześć. Chciałabym was poprosić, żebyście pisali, co sądzicie o naszych marnych wypocinach. ;)

Mnie i Bree Wolf bardzo to motywuje.


________________________________
Wszystko idzie wspaniale. Mam go "na widelcu". Dzień mojej przemiany się zbliża. Jestem taka szczęśliwa! Obiecali, że stanę się jedną z nich, kiedy tylko oddam im w ręce najlepszego łowcę w Europie. Tak,  wystarczy zaciągnąć go do parku, będzie po nim i spokojnie posiądę nieśmiertelność, a co za tym idzie atrakcyjność i wiele talentów. Dziwnie się czuję, wiedząc, że nawet teraz wiedzą, co myślę. Legilimencja to świetna sprawa. Zastanawiałam się, na czym polega i skąd wampiry ją znają. Dereck wytłumaczył mi, że jest to zdolność wydobywania uczuć i wspomnień z drugiej osoby. Aby ochronić się przed „wtargnięciem” do umysłu trzeba nauczyć się oklumencji. Ktoś kto bardzo dobrze opanuje legilimencję może na przykład: wykryć czy ktoś mówi prawdę, czy kłamie. Jest to bardzo rzadka umiejętność, dostają ją tylko wybrani. Dereck jest jedynym z tego tysiąclecia, który to posiada, więc jest przywódcą. Powiedział też, skąd ją znają. Podobno jego prapraprastwórca* spotkał kiedyś najpotężniejszego czarnoksiężnika we Wszechświecie, który go tego nauczył. Nazywał się chyba Lord Włodzimierz, jakoś tak. Dereck mówił, że podobno był brzydki jak niewiadomo co. Nie wnikam. Huh, zaczyna się pierwsza lekcja, nie mogę się spóźnić!
***
No tak, po łucznictwie, teraz z o wiele milszą nauczycielką, trenerka Carolyn Narrow ( tak, to żona dyrektora! ) będzie tłumaczyć, jak używać pistoletów. Zastanawiam się, czy on to wszystko wie? Raczej tak. Inaczej rasa Nieśmiertelnych nie nazywałaby go najlepszym łowcą w Europie. Szłam do klasy, gdy nagle ktoś mnie zatrzymał i szepnął uwodzicielskim tonem:
-Śliczna, masz coś do roboty jutro wieczorem?
O nie! Ten dupek, Verucci, znowu się przykleił! Mam go dosyć. Całymi dniami łazi za mną jak cień i powtarza:" Mała, masz wolną chwile? Bo ja mam za duże łóżko. Zapraszam dziś wieczorem". Doprowadza mnie to do szału. Odpowiedziałam mu jadowitym tonem:
-Tak. Wbijanie w twoją podobiznę sztyletów.
-Ojoj, ktoś tu jest niegrzeczny! Lubię to. Mo...
-Nie, nie i jeszcze raz: NIE! Nie pójdę z tobą do łóżka, nawet gdybyś był Bradem Pittem i miałbyś na koncie miliard dolarów!-Przerwałam mu ze złością.
Odbiegłam. 
***
Trenerka tłumaczyła coś zawzięcie, a ja wpatrywałam się w Victora. Słuchał jak zaczarowany. Próbowałam go rozgryźć, dowiedzieć się o jego słabym punkcie... Jeden błąd i żegnaj nieśmiertelności... Chyba trzeba go poderwać, by zmiękł. Nie wiem. Moje flirtowanie ogranicza się do zabawy lalkami w dzieciństwie. Nagle jakby wybudził się z transu i spojrzał na mnie. W ostatniej chwili się odwróciłam. Carolyn nadal ględziła. Ja to już wszystko wiem. Przecież w tej szkole są łowcy z nawet minimalnym doświadczeniem, a wiedza o używaniu broni palnej właśnie się do tego zalicza! Nagle zadźwięczał dzwonek, i odetchnęłam z ulgą. Teraz tylko lekcja z Jacobem Sandem i nareszcie dostaniemy coś do jedzenia. Wyszłam z białej sali i ruszyłam w stronę pokoju. Nagle Lionel Verucci ( mam go dość! ) zagrodził mi drogę. Spojrzałam na niego z politowaniem, czekając na tekst podobny do tego z przed południa. Nic nie nastapiło. Zapytałam sarkastycznie:
-Co, czemu nic nie mówisz? Za dużo dziewczyn, za mało tekstów?!-złożyłam ręce na piersiach.
-Ślicznotko, czemu nic do mnie nie czujesz?! Przecież wszystkie na mnie lecą-rzekł z miną niedowartościowanego nastolatka-Jestem przecież najprzystojniejszy!-wrzasnął
Kilku uczniów przystanęło, by obejrzeć tę scenkę.
-Niestety muszę cię zmartwić, lecz nie jest to prawdą- pomyślałam o Victorze. Za jego rozczochranymi brąz włosami, szarymi oczami i wysportowanym ciałem niejedna szalała.-Wielu już dawno cię prześcignęło.-Znowu myśłę o Viktorze. Zaczynam się siebie bać...
-Ale...
-Żegnam- znowu mu przerwałam
Wyszłam z tłumu gapiów.Chwilę później dzwonek zadzwonił.
***
Prysznic łagodził nerwy. Stałam  i zastanawiałam się, jak uwieść przystojnego chłopaka, który raczej za mną nie przepada. Wyszłam z pod prysznica i już w piżamie położyłam się do łóźka.
"Musisz udawać słodką i naiwną, poleci na to" znajomy głos.. Dereck!
" Na pewno nie, kochany wampirku' pomyśłałam
"Hmmm, w takim razie.. od razu zaciągnij go do łóżka!"
"Odpada" myślałam z politowaniem
"To będzie trudniejsze, niż myśłałem..." zrezygnowany głos wampira dźwięczał mi w uszach.




*Wampiry przez ukąszenie tworzą następce (to na pewno każdy wie). Działa to tak; jest wamp, tworzy następnego, który nazywa go swoim stwórcą. Drugi tworzy następną pijawkę i ta nazywa pierwszego wampira prastwórcą. Pijawka tworzy następnego wampira, ten nazywa pierwszego  praprastwórcą, itd. ;]

Rozdział 4

-Skoncentrować się!- krzyknął trener Jacob Sand, wymachując nożem. Ręka mi już zdrętwiała, a zostało jeszcze rozpaczliwe pół godziny lekcjii.
-Ręka mnie boli trenerze- odparł ktoś z tyłów sali.
-Nie gadać! Te ćwiczenia stanowią obronę życia!- ryknął.
Byliśmy w małej, zielonkawej sali. Trener Sand był bardzo wymagający. Na szczęście już za niecałe kilka minut będzie przerwa i będę mógł w końcu odetchnąć. Trzymali nas w szkole do popołudniowej przerwy, może żebyśmy się zbytnio nie oddalali. Chociaż nie minął jeszcze dzień, czuje się jak niewolnik chodzący na lekcje. Ojciec też mnie tak trenował, jednak mogłem sobie często popijać wodę, a tu na takie luksusy nie mogłem liczyć. Inwestują jedynie w zaopatrzenie, oraz w obiadokolację.
-No cóż moi drodzy, wygląda na to, że w końcu zasługujecie na przerwę. Rozejść się!-powiedział trener.
Za pół godziny będę miał następną lekcję z Lindą Claw, która zajmuje się łucznictwem. W sumie nie jestem z tego dobry, lecz myślę, że trafianie w tarczę czy obiekt celu, jest banalne. Słyszałem, że Linda jest kobietą młodą, lecz niekoniecznie miłą. Widziałem ją tylko raz, kiedy rano wchodziła do większej, niebieskiej sali.
Ma długie blond włosy, lodowato błękitne oczy, którymi patrzy zawsze z pogardą. No i uroczy uśmiech. Może i się uśmiecha, lecz to byłoby kłamstwo, jeśli powiedziałbym, że z radości.
   Pomyślałem, że wpadnę do swojego pokoju. Choć czułem się trochę dziwnie, przebywając tam, cieszyłem się w duchu, że nie marznę na dworze. Musiałem się odświeżyć, więc wziąłem szybki prysznic, lecz znowu ciekła zimna woda. Myślałem, że w akademii przynajmniej będzie jakiś porządny prysznic, lecz tu są tylko stare rupiecie. Szkoda, że każda lekcja trwa aż po 3 godziny.
-Uwaga uczniowie, uwaga. Każdy kto uczestniczy w zajęciach łucznictwa, proszony jest na lekcję. Miłego dnia-rozległ się głos dyrektora. SUPER. Następne męczarnie.
   Wyszedłem z pokoju i ruszyłem powolnym krokiem w stronę sali do nauki łucznictwa. Już zacisnąłem dłoń na klamce, gdy ktoś wrzasnął:
-TO TY?!
WTF? Ja jestem nowy, nikt mnie tu nie zna... Ta brunetka! To na pewno ona! Odwróciłem się. I rzeczywiście, szła lekko przez korytarz, a jej długie czarne loki powiewały za nią jak peleryna.
-Ty jesteś tym z lasu? Wow, zacząłeś tu chodzić?-nie kryła zdziwienia.
-Taa, ja też się cieszę, że cię widzę. Spieszę się na łucznictwo, więc zostaw mnie w spokoju, ok?
-Idziesz na łucznictwo? Ja także- uśmiechnęła się.
Dziwne- pomyślałem- ona raczej wygląda na nauczycielkę, nie na uczennicę.
-No to idziemy?- spytałem zamyślony.
-Ok.
                                     
                      *                                      *                                      *
   To nie było takie trudne, jak sobie wyobrażałem. A co do Lindy, to moje domysły okazały się być prawdziwe. Była  wredna i wyniosła. Choć była nazywana Mistrzynią Łucznictwa. Umiała strzelić w lółko o średnicy 3 mm, z odległości 10 m. 
   Po zaprezentowaniu swojej umiejętności, powiedziała z pogardą:
-Jak ktoś tak nauczy się strzelać, to stanę się milsza- uśmiechnęła się z irytacją- wątpie jednak, żeby ktoś przewyższył moje umiejętności.
Zaczęliśmy strzelać. To jest tak łatwe, że mógłbym strzelać z zamkniętymi oczami. Spróbowałem, i co się okazało? Sam środek.Zadanie wykonałem, miało być dziesięć celnie oddanych strzałów , i było. Postanowiłem zobaczyć, jak idzie innym. Jakiś chudy, piegowaty chłopak miał problemy z napięciem cięciwy. Smukła szatynka stojąca obok niego też strzelała z zamkniętymi oczami. Nieopodal zobaczyłem JĄ. Włosy miała upięte w wysoki kucyk, co częściowo odsłoniło jej szyję. Nałożyła strzałę  na cięciwę i bez trudu strzeliła. Grot przeszył wręcz powietrze i trafił w sam środek tarczy. Dopiero teraz zauważyłem, że stała w dalszej odległości, dalszej niż 15 metrów. Strzeliła w kółko o średnicy 3 mm. Już chyba wiem, jaka będzie za to nagroda...

czwartek, 21 czerwca 2012

Rozdział 3

No wchodź. Musisz. Przede wszystkim robisz to dla ojca.

Ciemne drzwi otworzyły się bezszelestnie. Głupio byłoby teraz zawrócić. Nic nie wiem. Mam mętlik w głowie... Ale myśl o ojcu dała mi siłę, by wejść. Poczułem falę chłodu. No dobra, m u s i s z  iść dalej... Zatrzymałem się przy lampie, bo ktoś nadszedł. Wyciągnąłem nóż. Po chwili jakiś zirytowany głos odezwał się:

-Spokojnie, dzieciaku. W Akademii nie ma wampirów.

-Aha. Mógłbyś się pokazać?- Spytałem najgroźniejszym głosem, na jaki było mnie stać.

Z ciemności wyłonił się barczysty mężczyzna, wysokości około dwóch metrów. Ubrany był w brudnawą kurtkę, wojskowe spodnie i buty myśliwskie. Jego twarz cała była poharatana bliznami. Miał piwne oczy, które patrzyły na mnie z ironią. Nie schowałem noża, zapomniałem. Odezwał się:

-Przystopuj, nie gryzę. Ale wampiry wręcz przeciwnie. Dobrze, że zachowałeś czujność.

-Hmm, to świetnie, ale gdzie mam pójść, by tu się zapisać? Czy coś.-Spytałem.

-Nie musisz. Już jesteś uczniem.- Odpowiedział. Uśmiechnął się.

-Yyy.. Niestety nie bardzo rozumiem.- No cóż. Najwyraźniej nigdzie nie musiałem się tu zapisywać. Byłem uczniem. To zaczyna podpadać pod wariatkowo.

-Więc Ci wyjaśnię. Akademia Łowców jest zaczarowana. Kiedy ktoś wchodzi, magia wyczytuje jego zamiary, myśli  i tym podobne. Tak więc, jesteś pełnoprawnym uczniem.

Dobra. To JEST wariatkowo. Przecież magia nie istnieje! Wszyscy tak mówili. A ten gość mi wyskakuje z tym, że Akademia jest zaczarowana?!
-No cóż. Ale czy mam tu jakiś pokój, czy macie zwyczaj posyłać uczniów na dwór?-No kurde... Nigdy nie byłem mistrzem sarkazmu, ale to jest po prostu kicz.
-Zaprowadzę cię.
Ruszyliśmy. Echo naszych kroków rozbrzmiewało w ciemnych i chłodnych korytarzach. Rozmyślałem o życiu i śmierci. Byłem ciekaw, czy to miejsce wie o czym myślę. Myślenie o myśleniu Akademii było dziwne. W końcu mężczyzna zatrzymał się. Prawie na niego wpadłem. Otworzyłem drzwi i... zamarłem. Cały pokój był w (o, zgrozo!) różowych barwach. Tylko pościel miała soczyście zieloną narzutę. Wszystkie meble były stare i odrapane. Goryl pięknej dziewczyny zapewniał, że to wspaniałe miejsce. Kłamliwy gnojek. Jednak pewna rzecz nie dawała mi spokoju. Spytałem faceta:
-Przepraszam, ale kim pan jest?
-Dyrektor Narrow, do usług.- ukłonił się.
-Wow, dyrektor mnie oprowadził- uśmiechnąłem się pod nosem-To chyba dobranoc.

-Dobranoc.-wyszedł.

Położyłem się na łóżku i pomyślałem, że jestem debilem. Próbowałem zaatakować dyrektora. Nie ma to jak rozpoczęcie nauki w moim stylu.

środa, 20 czerwca 2012

Rozdział 2

   Nikt nie przychodził, a ja czułem narastającą ulgę. Nagle z lasu wyłonił się wampir. Był zdezorientowany, zauważyłem. Jego oczy skakały z miejsca na miejsce, gdy nagle mnie zauważył. Rzucił się na mnie. Zobaczyłem że po jego lśniąco brązowych włosach skapuje czarna krew. W ostatnim momencie wbiłem mu nóż w serce. Krew trysnęła niczym cola, do której wrzucono mentosa. Runął na ziemię. Uciekłem z miejsca walki.
                             *                              *                                 *
   Nogi same odechciały posłuszeństwa. Położyłem się na ziemi i z torby wyciągnąłem butelkę z wodą. Napiłem się i w miarę odpocząłem, więc ruszyłem dalej i teraz już szedłem. Po paru minutach marszu usłyszałem chrzęst łamanej gałęzi. Wycelowałem w miejsce, z którego doszedł odgłos, gdy nagle wysoki, damski głos odezwał się:
-Nie jestem wampirem. Moi kompani też.
-Może się pokażecie?-nadal nie chowałem pistoletu, tak na wszelki wypadek.
Z krzaków wyłoniła się czarnowłosa piękność, mająca po bokach dwóch goryli. Odezwałem się pierwszy:
-Czemu mnie śledziliście?
-Goniliśmy wampira, takiego szatyna- dziewczyna ściągnęła brwi- Idąc jego śladem, trafiliśmy na rozległą łąkę, ale okazało się, że wampir jest martwy. Miałeś na sobie zapach innego wampira, dlatego wyczuwając jego woń, uznałam, że jesteś inną z pijawek i zabiłeś tamtego. Poszliśmy więc zapachem, który nas zaciągnął do ciebie.
-Nie jestem wampirem, jak widać.
-W sumie jesteś dobrym łowcą-rzekł jeden z goryli- chciałbyś dołączyć do naszej Akademii Łowców? Nauczyłbyś się więcej- widocznie był zadowolony ze swojej mowy.
-Nie wiem, muszę pomyśleć...-odparłem na propozycję.
-Masz jeszcze czas. Akademia jest zawsze otwarta dla takich talentów, jak ty- drugi barczysty goryl pewnie uznał, że warto mi pochlebić.
-Być może-odpowiedziałem
-Do zobaczenia- odparła czarnowłosa dziewczyna.
 Odwrócili się i zniknęli w ciemnym lesie. Jeszcze chwile wpatrywałem się w miejsce ich odejścia, po czym odwróciłem się na pięcie i wróciłem do domu.

   Nie wiem, ile się nad tym zastanawiałem, ale mam nadzieję, że podjąłem słuszną decyzję. Muszę się więcej nauczyć. Chcę więcej wiedzieć. Jutro, z samego rana idę do tej akademii. Dla ojca.

wtorek, 19 czerwca 2012

Rozdział 1

Ech... Znowu te głupie wampiry! One mają chyba jakiś GPS jak mnie namierzyć. Odkąd ojciec nie żyje, moim obowiązkiem, wręcz uzależnieniem, jest zabicie ich wszystkich. Dobra, wyszedłem z mojej marnej chatynki, by się z nimi zmierzyć. Monotonia...
***
Wampirzyca o platynowych włosach wraz z przyjacielem, który był ode mnie duuużo wyższy i mógłby mnie zgnieść jednym palcem stali w promieniach księżyca. Mięśniak zaatakował pierwszy; rozpędził się i w kilka sekund znalazł się przy mnie. Ja byłem jednak szybszy. Wpakowałem kulkę w jego głowę i czarna, niczym smoła krew, wypłynęła. Krwiopijca zataczał się lekko, nic mi nie mógł zrobić. Bez namysłu strzeliłem mu w oko. Wypłynęło... To było obrzydliwe. Wampirek runął na ziemię, niczym bela drewna i po chwili jego głowę otaczała czarna aureola z krwi. Blondi była wkurzona. Skoczyła i w  u ł a m k u  sekundy znalazła się przy mnie. Nie byłem na to przygotowany. Wyrzuciła mnie w powietrze na jekieś trzy metry. Ojciec podczas treningów mówił, żeby nie myśleć, tylko działać. Odwróciłem się brzuchem do ziemi i strzeliłem w głowę pięknej wamirzycy. Ta spojrzała w górę, czyli na mnie, warknęła i upadła na ziemię. Wpadłem do jeziorka, które znajduje się przy moim domu. Na szczęście. Inaczej byłoby ze mną krucho.. Wypłynąłem na trawę, i w tym momencie usłyszałem strzał.
-Shit- pomyślałem.
***
Jakiś wampir wyskoczył zza drzew. Chwyciłem za pistolet i pociągnąłem za spust. Nic się nie wydarzyło. Kurczę, skończyły się naboje! Na szczęście miałem inną broń. Podszedł do mnie, a ja z całej siły zamachnąłem się nożem. Prawie odciąłem mu głowę. Zachrypiał tylko jakieś niezrozumiałe słowa i padł. W tej samej chwili usłyszałem drugi strzał.
-TO JEST JUŻ NUDNE!- wydarłem się.
Jednak nie było mi do śmiechu. Skuliłem się pod drzewem i czekałem na śmierć.

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Początek

GŁÓWNI BOHATEROWIE
Victor Jensen - Bohater opowieści, jest łowcą wampirów. Jego ojciec zmarł w czasie walki z potworami, matki nigdy nie znał. Chce za wszelką cenę unicestwić rasę wampirów.

Agnes Brewer - Piękność o kruczoczarnych lokach i zielonych oczach. W duszy pięknej i mądrej Agnes kryje się mroczna tajemnica...

Lionel Verucci - Szkolny podrywacz. Nie może znieść myśli, iż urocza Agnes nie interesuje się nim, tylko spędza czas z Victorem. Jest chełpliwy i zbyt pewny siebie. Oprócz dziewczyn z klasy, nikt go nie lubi.

Dr. Narrow - Uczy ostatni rocznik w Akademii Łowców. Nie ma pojęcia, że w podziemiach placówki dzieją się straszne rzeczy...

Linda Claw - Wredna i opryskliwa nauczycielka. Nienawidzi uczniów, szkoły i siebie. Ma platynowe włosy i lodowato błękitne oczy, które na wszystko patrzą z pogardą. Wszystko to za sprawą młodych wampirów.

Jacob Sand - Uczy posługiwania się nożem. Ma czarne włosy i czarne oczy. Jest niemiły i wymagający. Nikt jednak nie wie, czemu co noc znika w podziemiach zamku, który teraz jest akademią...