-Skoncentrować się!- krzyknął trener Jacob Sand, wymachując nożem. Ręka mi już zdrętwiała, a zostało jeszcze rozpaczliwe pół godziny lekcjii.
-Ręka mnie boli trenerze- odparł ktoś z tyłów sali.
-Nie gadać! Te ćwiczenia stanowią obronę życia!- ryknął.
Byliśmy w małej, zielonkawej sali. Trener Sand był bardzo wymagający. Na szczęście już za niecałe kilka minut będzie przerwa i będę mógł w końcu odetchnąć. Trzymali nas w szkole do popołudniowej przerwy, może żebyśmy się zbytnio nie oddalali. Chociaż nie minął jeszcze dzień, czuje się jak niewolnik chodzący na lekcje. Ojciec też mnie tak trenował, jednak mogłem sobie często popijać wodę, a tu na takie luksusy nie mogłem liczyć. Inwestują jedynie w zaopatrzenie, oraz w obiadokolację.
-No cóż moi drodzy, wygląda na to, że w końcu zasługujecie na przerwę. Rozejść się!-powiedział trener.
Za pół godziny będę miał następną lekcję z Lindą Claw, która zajmuje się łucznictwem. W sumie nie jestem z tego dobry, lecz myślę, że trafianie w tarczę czy obiekt celu, jest banalne. Słyszałem, że Linda jest kobietą młodą, lecz niekoniecznie miłą. Widziałem ją tylko raz, kiedy rano wchodziła do większej, niebieskiej sali.
Ma długie blond włosy, lodowato błękitne oczy, którymi patrzy zawsze z pogardą. No i uroczy uśmiech. Może i się uśmiecha, lecz to byłoby kłamstwo, jeśli powiedziałbym, że z radości.
Pomyślałem, że wpadnę do swojego pokoju. Choć czułem się trochę dziwnie, przebywając tam, cieszyłem się w duchu, że nie marznę na dworze. Musiałem się odświeżyć, więc wziąłem szybki prysznic, lecz znowu ciekła zimna woda. Myślałem, że w akademii przynajmniej będzie jakiś porządny prysznic, lecz tu są tylko stare rupiecie. Szkoda, że każda lekcja trwa aż po 3 godziny.
-Uwaga uczniowie, uwaga. Każdy kto uczestniczy w zajęciach łucznictwa, proszony jest na lekcję. Miłego dnia-rozległ się głos dyrektora. SUPER. Następne męczarnie.
Wyszedłem z pokoju i ruszyłem powolnym krokiem w stronę sali do nauki łucznictwa. Już zacisnąłem dłoń na klamce, gdy ktoś wrzasnął:
-TO TY?!
WTF? Ja jestem nowy, nikt mnie tu nie zna... Ta brunetka! To na pewno ona! Odwróciłem się. I rzeczywiście, szła lekko przez korytarz, a jej długie czarne loki powiewały za nią jak peleryna.
-Ty jesteś tym z lasu? Wow, zacząłeś tu chodzić?-nie kryła zdziwienia.
-Taa, ja też się cieszę, że cię widzę. Spieszę się na łucznictwo, więc zostaw mnie w spokoju, ok?
-Idziesz na łucznictwo? Ja także- uśmiechnęła się.
Dziwne- pomyślałem- ona raczej wygląda na nauczycielkę, nie na uczennicę.
-No to idziemy?- spytałem zamyślony.
-Ok.
* * *
To nie było takie trudne, jak sobie wyobrażałem. A co do Lindy, to moje domysły okazały się być prawdziwe. Była wredna i wyniosła. Choć była nazywana Mistrzynią Łucznictwa. Umiała strzelić w lółko o średnicy 3 mm, z odległości 10 m.
Po zaprezentowaniu swojej umiejętności, powiedziała z pogardą:
-Jak ktoś tak nauczy się strzelać, to stanę się milsza- uśmiechnęła się z irytacją- wątpie jednak, żeby ktoś przewyższył moje umiejętności.
Zaczęliśmy strzelać. To jest tak łatwe, że mógłbym strzelać z zamkniętymi oczami. Spróbowałem, i co się okazało? Sam środek.Zadanie wykonałem, miało być dziesięć celnie oddanych strzałów , i było. Postanowiłem zobaczyć, jak idzie innym. Jakiś chudy, piegowaty chłopak miał problemy z napięciem cięciwy. Smukła szatynka stojąca obok niego też strzelała z zamkniętymi oczami. Nieopodal zobaczyłem JĄ. Włosy miała upięte w wysoki kucyk, co częściowo odsłoniło jej szyję. Nałożyła strzałę na cięciwę i bez trudu strzeliła. Grot przeszył wręcz powietrze i trafił w sam środek tarczy. Dopiero teraz zauważyłem, że stała w dalszej odległości, dalszej niż 15 metrów. Strzeliła w kółko o średnicy 3 mm. Już chyba wiem, jaka będzie za to nagroda...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz