czwartek, 21 czerwca 2012

Rozdział 3

No wchodź. Musisz. Przede wszystkim robisz to dla ojca.

Ciemne drzwi otworzyły się bezszelestnie. Głupio byłoby teraz zawrócić. Nic nie wiem. Mam mętlik w głowie... Ale myśl o ojcu dała mi siłę, by wejść. Poczułem falę chłodu. No dobra, m u s i s z  iść dalej... Zatrzymałem się przy lampie, bo ktoś nadszedł. Wyciągnąłem nóż. Po chwili jakiś zirytowany głos odezwał się:

-Spokojnie, dzieciaku. W Akademii nie ma wampirów.

-Aha. Mógłbyś się pokazać?- Spytałem najgroźniejszym głosem, na jaki było mnie stać.

Z ciemności wyłonił się barczysty mężczyzna, wysokości około dwóch metrów. Ubrany był w brudnawą kurtkę, wojskowe spodnie i buty myśliwskie. Jego twarz cała była poharatana bliznami. Miał piwne oczy, które patrzyły na mnie z ironią. Nie schowałem noża, zapomniałem. Odezwał się:

-Przystopuj, nie gryzę. Ale wampiry wręcz przeciwnie. Dobrze, że zachowałeś czujność.

-Hmm, to świetnie, ale gdzie mam pójść, by tu się zapisać? Czy coś.-Spytałem.

-Nie musisz. Już jesteś uczniem.- Odpowiedział. Uśmiechnął się.

-Yyy.. Niestety nie bardzo rozumiem.- No cóż. Najwyraźniej nigdzie nie musiałem się tu zapisywać. Byłem uczniem. To zaczyna podpadać pod wariatkowo.

-Więc Ci wyjaśnię. Akademia Łowców jest zaczarowana. Kiedy ktoś wchodzi, magia wyczytuje jego zamiary, myśli  i tym podobne. Tak więc, jesteś pełnoprawnym uczniem.

Dobra. To JEST wariatkowo. Przecież magia nie istnieje! Wszyscy tak mówili. A ten gość mi wyskakuje z tym, że Akademia jest zaczarowana?!
-No cóż. Ale czy mam tu jakiś pokój, czy macie zwyczaj posyłać uczniów na dwór?-No kurde... Nigdy nie byłem mistrzem sarkazmu, ale to jest po prostu kicz.
-Zaprowadzę cię.
Ruszyliśmy. Echo naszych kroków rozbrzmiewało w ciemnych i chłodnych korytarzach. Rozmyślałem o życiu i śmierci. Byłem ciekaw, czy to miejsce wie o czym myślę. Myślenie o myśleniu Akademii było dziwne. W końcu mężczyzna zatrzymał się. Prawie na niego wpadłem. Otworzyłem drzwi i... zamarłem. Cały pokój był w (o, zgrozo!) różowych barwach. Tylko pościel miała soczyście zieloną narzutę. Wszystkie meble były stare i odrapane. Goryl pięknej dziewczyny zapewniał, że to wspaniałe miejsce. Kłamliwy gnojek. Jednak pewna rzecz nie dawała mi spokoju. Spytałem faceta:
-Przepraszam, ale kim pan jest?
-Dyrektor Narrow, do usług.- ukłonił się.
-Wow, dyrektor mnie oprowadził- uśmiechnąłem się pod nosem-To chyba dobranoc.

-Dobranoc.-wyszedł.

Położyłem się na łóżku i pomyślałem, że jestem debilem. Próbowałem zaatakować dyrektora. Nie ma to jak rozpoczęcie nauki w moim stylu.

1 komentarz:

  1. Chciałabym tylko napisać coś do M. N. - Dodaj już następną część! ;]

    OdpowiedzUsuń