***
Wampirzyca o platynowych włosach wraz z przyjacielem, który był ode mnie duuużo wyższy i mógłby mnie zgnieść jednym palcem stali w promieniach księżyca. Mięśniak zaatakował pierwszy; rozpędził się i w kilka sekund znalazł się przy mnie. Ja byłem jednak szybszy. Wpakowałem kulkę w jego głowę i czarna, niczym smoła krew, wypłynęła. Krwiopijca zataczał się lekko, nic mi nie mógł zrobić. Bez namysłu strzeliłem mu w oko. Wypłynęło... To było obrzydliwe. Wampirek runął na ziemię, niczym bela drewna i po chwili jego głowę otaczała czarna aureola z krwi. Blondi była wkurzona. Skoczyła i w u ł a m k u sekundy znalazła się przy mnie. Nie byłem na to przygotowany. Wyrzuciła mnie w powietrze na jekieś trzy metry. Ojciec podczas treningów mówił, żeby nie myśleć, tylko działać. Odwróciłem się brzuchem do ziemi i strzeliłem w głowę pięknej wamirzycy. Ta spojrzała w górę, czyli na mnie, warknęła i upadła na ziemię. Wpadłem do jeziorka, które znajduje się przy moim domu. Na szczęście. Inaczej byłoby ze mną krucho.. Wypłynąłem na trawę, i w tym momencie usłyszałem strzał.
-Shit- pomyślałem.
***
Jakiś wampir wyskoczył zza drzew. Chwyciłem za pistolet i pociągnąłem za spust. Nic się nie wydarzyło. Kurczę, skończyły się naboje! Na szczęście miałem inną broń. Podszedł do mnie, a ja z całej siły zamachnąłem się nożem. Prawie odciąłem mu głowę. Zachrypiał tylko jakieś niezrozumiałe słowa i padł. W tej samej chwili usłyszałem drugi strzał.
-TO JEST JUŻ NUDNE!- wydarłem się.
Jednak nie było mi do śmiechu. Skuliłem się pod drzewem i czekałem na śmierć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz